Blog-osławiony

Ciechanbuł, Turcja…

24.02.2009 | komentarze 3

Kilka dni temu wybrałem się trochę biznesowo do niejakiego Ciechanowa.

Miasteczko ot, takie tam. Sto kilometrów od Wawy, mieszkańców 45 tys. Na jego terenie znajduje się zamek z XIII wieku. Całkiem zresztą fajny. Tysiąc razy lepszy niż ełcki, który przecież nawet nie jest zamkiem tylko czymś na kształt kamienicy.

Co ciekawe i niewątpliwie oryginalne, Ciechanów ma własny browar „Ciechanem” dla niepoznaki zwany.

Na próżno jednak szukać barów i restauracji specyfik ów serwujących. Piwo z browaru w sklepach i owszem jest. Jeżeli chodzi natomiast o bary i restauracje to już gorzej, bo ich w Ciechanowie po prostu nie ma.

Pod samym browarem znajduje się chyba jedyny w mieście pub o nazwie…. Ciechan. Całkiem zresztą przyjemny. Mają Ciechana z nalewaka, ale lokal otwarty jest dopiero od 16:00, więc postanowiłem się posilić a następnie wrócić w celu spróbowania Ciechana z kija.

Napotkałem pierwszego przechodnia i rezolutnie zapytałem, gdzie mogę zjeść coś smacznego w Ciechanowie? Przechodzień ów, bardzo zresztą serdecznie, wskazał świecący w oddali szyld i niezwykle radośnie oznajmił: Tam!

Podziękowałem i popędziłem w stronę szyldu czując już w ustach smak jakiegoś lokalnego przysmaku. Jestem przecież gastronomem i cenię sobie lokalne przysmaki niezwykle. Po przybyciu na miejsce spojrzałem na szyld i zamarłem. Zostałem przez tego serdecznego przechodnia źle zrozumiany. Pytałem o miejsce gdzie mogę zjeść obiad a szyld wyglądał następująco:

Zrozumiałem, że zostałem uznany za turystę a co za tym idzie, kuchnia regionalna nie jest koniecznie tym czego szukam. Nawiasem mówiąc to brzmi idiotycznie, ale tak właśnie wielu rodaków myśli. Zatrzymałem więc grzecznie kolejnego przechodnia i zapytałem o miejsce z dobrym jedzonkiem, zaznaczając jednocześnie, że to za mną (widoczne na zdjęciu) nie odpowiada moim oczekiwaniom. Przechodzień, bardzo zresztą miły, wskazał mi szyld po drugiej stronie rynku. Zaznaczył, że tam jest super.

Będzie Pan zadowolony! – powiedział i odszedł.

Ruszyłem więc przez rynek. W brzuchu zaczynało mi burczeć a wiadomo, że Polak głodny to Polak zły. Musiałem coś z tym szybko zrobić. Po dotarciu na miejsce zrozumiałem, że nie jest dobrze. Nie byłem zadowolony. Szyld głosił:

Dostrzegłem na szybie napis: orientalna kuchnia egipska. Teraz stało się jasne. Przechodzień zrozumiał, że chodzi mi o coś innego niż turecki kebab i wysłał mnie tutaj. Nie byłem zły. Chciał dobrze. Postanowiłem więc, że spróbuję sam coś znaleźć i ruszyłem główną ulicą Ciechanowa. Poszukiwania nie trwały długo. Po stu metrach zobaczyłem piękny szyld jadłodajni. Oto on:

Byłem już tak głodny, że postanowiłem wchodzić ale nagle przypomniałem sobie moją ostatnią przygodę z kebabem i zrozumiałem, że najbliższe toalety są na dworcu PKP a ja nawet nie wiem gdzie on w Ciechanowie się znajduje. Nie mogłem tak ryzykować. Wlekąc nogami po asfalcie przeszedłem kolejne 50 metrów a mym oczom ukazał się następujący widok:

Wiedziałem, że idąc dalej mogę przypłacić to życiem. Temperatura powietrza oscylowała wokół -6C. Przebywałem na zewnątrz zbyt długo. Wiedziałem, że muszę wejść. Nawet perspektywa robienia kupy na chodniku była w tym momencie błahostką. Zresztą w Ełku robi tak pełno psów i nikt nie ma nic przeciwko. To co, mnie nie wolno? Jestem przecież rasę wyżej od tych cholernych kundli. Ku memu przerażeniu dostrzegłem żółtą kartkę na drzwiach, która informowała: REMONT.

W tym momencie myślałem, że to koniec. Ulica się prawie kończyła, Ciechanów razem z nią. Co dalej? I wtedy dostrzegłem na barierce schodów tablicę. Oczy odmawiały już posłuszeństwa, pomruki z żołądka zagłuszały moje myśli ale podświadomość mówiła, że tam właśnie zjem coś co uratuje moje życie. Ostatkiem sił dotarłem do tych schodów i zacząłem czytać:

Jako że do mięczaków nie należę a cała ta sytuacja zaczęła mnie bawić, postanowiłem udać się do punktu wyjścia i przeczekać. Była 16:00, Pub Ciechan był otwarty!

Po przyjściu do wspomnianego lokalu uraczyłem się wspomnianym wcześniej lokalnym piwem z nalewaka, słuchając jednocześnie historii usprawiedliwiających brak możliwości napicia się tegoż piwa w innych lokalach. Historie miały ręce i nogi, piwo pomogło jak zwykle a ja dowiedziałem się, że jest restauracja w Ciechanowie. Nazywa się „Tawerna Zorba” i serwuje świetny gyros.

W dupie miałem już wszystko. Byłem tak głodny, że pojechałem do Tawerny Zorba i ku memu zdziwieniu zjadłem pyszne souvlaki z kurczaka, poprzedzone sałatką Caprese. Za wszystko plus kawa zapłaciłem 28 pln i byłem szczęśliwy i gotowy do powrotu. Wszystką się dobrze skończyło!

Po powrocie do Ełku znalazłem się w grupie znajomych i opowiedziałem im całą historię. Nie mogłem się nadziwić, jak to możliwe, że tych kebabów było pięć i to obok siebie. Jeden ze znajomych zaczął liczyć ile jest w Ełku.

Wyszło, że dziewięć!

Ach, jednak mało znam swoje miasto.

3 myśli nt. „Ciechanbuł, Turcja…

  1. Dobry tekst. Najlepsze jest to, że gdzie nie pojadę to też widzę ten Ciechanów :). No i te miejscowe nazwy knajp, firm itp. Oryginalne i niepowtarzalne :).

  2. Tysiąc razy lepszy niż ełcki – Coś to powinno być z wielkiej litery pozdrawiam

  3. Ełk – ełcki, Polska – polski, Anglia – angielski, Warszawa – warszawski, Kraków – krakowski – zawsze z małej (przymiotnik) a Kazimierz Sandomierski to już przydomek ale to inny temat

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wszelkie prawa zastrzeżone ©Blog–osławiony 2014.

Projekt i realizacja DEOS
Ta strona używa cookies w celach statystycznych. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.